Rozhisteryzowana Panna Młoda krzycząca na wszystkich. Świadkowa i mama biegające przez cały dzień z rozwianym włosem. Pan Młody jeżdżący z miejsca na miejsce od samego rana. Stres, niezadowolenie, kłótnie, wytykanie niedociągnięć. Więcej podziałów, niż części wspólnych.

Tak wygląda tradycyjny polski ślub. Nie zawsze widać to jeśli jest się gościem, chociaż czasami i postronny obserwator zauważy wypływające z każdego kącika negatywne emocje. Jednak jeśli kiedykolwiek byłaś w najbliższym otoczeniu Pary Młodej, to doskonale wiesz, że dokładnie tak to wygląda.

 

Oni temu winni

Wszystko to jest spowodowane zestresowaną Parą Młodą. O ironio, nie denerwują się oni przysięgą, która tego dnia ich połączy. Są pewni swojego wyboru partnera i w głębi duszy cieszą się, że niedługo będą małżeństwem. Jednak to szczęście jest głęboko ukryte, bo przykrywa je stres. Stres, że coś się nie uda. Obawa o to, że goście będą niezadowoleni. Panika, że któryś z podwykonawców nie wywiąże się z umowy. I największy postrach nowożeńców – pierwszy taniec.

 

A jak wyglądał nasz dzień ślubu?

Spaliśmy do 9 rano w pokoju hotelowym, zjedliśmy leniwe śniadanie i porozmawialiśmy chwilę. Około 11 pojawiła się moja mama, uprasowałyśmy suknię ślubną i garnitur. Na 12 byłam już u fryzjera, gdzie spędziłam godzinkę. Potem razem z jeszcze-narzeczonym zjedliśmy obiad. Zdążyliśmy jeszcze wrócić do hotelu i rozstawić winietki dla gości, a już przed 15 byłam na fotelu makijażystki. Jeszcze-narzeczony w międzyczasie zajął się dopracowaniem niespodzianek, które przygotowaliśmy na ten dzień dla gości. Dzień mijał nam w ekspresowym tempie, ale wszystko było pod naszą kontrolą. Potem pojawiła się fotograf, do hotelu zjechała rodzina. My dopilnowaliśmy szczegółów na sali, przywitaliśmy gości, zamieniliśmy kilka słów z podwykonawcami. O 17 ubieranie się, trochę zdjęć, podróż do kościoła. O 18:30 zajechaliśmy pod kościół. Potem oczywiście podpisanie dokumentów i… już w sumie byliśmy małżeństwem. Od 19 Msza na której wszyscy płakali ze śmiechu, wspólne zdjęcie pod kościołem, życzenia. Przywitanie na sali weselnej, ciepły posiłek, wspólne zdjęcia z gośćmi. Pierwszy taniec, zabawa, mnóstwo atrakcji. Spać poszliśmy o 6 rano. młodą

 

W dniu naszego ślubu wiele się działo. Był to zdecydowanie najbardziej niesamowity dzień, jaki do tej pory przeżyliśmy. Jednak wszystko to, o czym napisałam wyżej było dokładnie zaplanowane i przewidziane. Co lepsze – wszystko poszło zgodnie z planem. Serio! Nie było sytuacji która by nas zaskoczyła albo poszła źle. Wszystko mieliśmy pod kontrolą, bo wszystkie decyzje na etapie przygotowań podejmowaliśmy świadomie. 

Spotkałaś się z opinią, że dnia ślubu a tym bardziej przebiegu wesela nie ma sensu planować, bo i tak wszystko się opóźnia? Nie w naszym przypadku. Każdy punkt planu był zrealizowany o przewidzianej wcześniej porze. 

 

Nasi bliscy denerwowali się bardziej niż my

Nasze mamy stresowały się już od rana. Świadkowie, na co dzień ostoje spokoju, zaczęli się stresować w drodze do kościoła. My? 

My byliśmy spokojni jak nigdy. Byliśmy parą młodą, która musiała uspokajać wszystkich dookoła. Byliśmy parą, która cieszyła się tym dniem i czerpała z niego wszystko co najlepsze. Byliśmy parą, która chichotała podczas mszy. Byliśmy parą, która nie przeżywała zawału serca podczas pierwszego tańca. Byliśmy parą, która jadła na własnym weselu. Ba! Byliśmy nawet parą, która żuła miętową gumę na chwilę przed zawarciem małżeństwa. 

 

Dlaczego tak właśnie było? Bo śluby to nasza specjalność!

 

Jeśli i Wy chcecie być zrelaksowaną Parą Młodą to tylko jeden krok Was od tego dzieli – klik. 

 

 

 

The following two tabs change content below.

Agnieszka Wysocka

Założycielka Weselnego Wrzosowiska, pasjonatka ślubów i freak organizacyjny. Uzależniona od kawy i Netflixa. Uwielbiająca przelewać swoje myśli na klawiaturę komputera.