Dzisiaj chciałabym zacząć nowy cykl – podsumowanie miesiąca. W ostatnim tygodniu miesiąca znajdziesz na blogu lekki wpis będący odskocznią od pozostałych, merytorycznych artykułów. Polecę ci w nim kilka rzeczy, które wywołały mój zachwyt w ostatnim czasie. Opowiem też krótko, co działo się u mnie i na Wrzosowisku w ostatnim miesiącu, a zobrazuję to sporą porcją zdjęć.

Gotowa? To zapraszam do mojego prywatnego świata. 

Co się działo w sierpniu 

podsumownie

Sierpień to przede wszystkim miesiąc naszego ślubu. Od 13-tego dnia tego miesiąca jestem już oficjalnie żoną i panią Wysocką.

Pierwsza połowa sierpnia minęła mi na przygotowaniach. Szczególnie tydzień przed ślubem był bardzo pracowity. Pomimo tego, że większość rzeczy załatwialiśmy z dużym wyprzedzeniem, to i tak cała masa drobiazgów została do zrobienia na chwilę przed weselem. Jednak bez dwóch zdań – było warto. Cały dzień udał się dokładnie tak jak planowaliśmy. Goście byli zadowoleni, a my jeszcze bardziej. Na pewno będzie to niezapomniany dzień. 

przygotowania

Nawet sali weselnej nie ominęło nasze szaleństwo. Pan Młody wspinający się na drabinę w dniu ślubu? Takie rzeczy tylko u nas 😉 20160809_152023

Winietki też nie mogły być proste, gorzej, że wymagały ręcznego składania. W takich chwilach cieszyłam się, że mieliśmy tak mało gości na weselu.

przygotowania

Sesja plenerowa była zdecydowanie w stylu “trash the dress”, ale było warto. Próbki zdjęć, które już dostaliśmy wyglądają świetnie, ale podzielę się nimi z tobą, dopiero jak odbierzemy całość.

Druga połowa miesiąca upłynęła pod znakiem powrotu do normalności i odpoczynku. Wbrew pozorom powrót do codzienności po roku planowania ślubu nie jest taki łatwy. Żeby to sobie ułatwić, warto zająć się czymś ciekawym, np. dobrą książką czy filmem.

Polecana książka

 

podsumowanie

Tak samo jak uwielbiam pisać, uwielbiam też czytać książki. Powieści pozwalają mi oderwać się od rzeczywistości, a poradniki poukładać życie trochę bardziej. Dzisiaj chcę ci polecić książkę tego drugiego typu. Poradnik “Finansowy Ninja” autorstwa Michała Szafrańskiego. Książka jest świeżutka, kilka dni temu miała swoją premierę. Po przeczytaniu zaledwie dwóch rozdziałów mogę już z całą pewnością stwierdzić, że książka jest genialna. Starannie wykonana, z uroczymi rysunkami ninja w środku. Jako, że zamówiłam ją w przedsprzedaży, mój egzemplarz ma też autograf autora i dodatkowego ninja.  

podsumowanie

Michał na co dzień jest też autorem bloga Jak oszczędzać pieniądze, którego śledzę od dłuższego czasu. Wpisy, tak samo jak książka, są do bólu długie, ale nie sposób się od nich oderwać. Można się z nich dowiedzieć wielu rzeczy o których nikt inny ci nie powie w temacie finansów osobistych. Nie wiem jak ty, ale ja czuję się bardzo słabo wyedukowana w tym temacie, chociaż dzięki Michałowi powoli się to zmienia. Jeśli planujesz jakieś większe wydatki (a chyba każdy prędzej czy później planuje – tak, ślub też zalicza się do większych wydatków), to z całego serca polecam ci zarówno bloga jak i książkę. Po prostu bardzo dobrze się je czyta, a przydatna wiedza jest jakby przemycana do świadomości czytelnika. 

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tak bardzo polubiłam twórczość Michała, nie tylko za jego styl pisania, ale też za styl bycia, który jest zaskakująco podobny do mojego. Pokazuje on, że nie potrzebne jest wyższe wykształcenie kierunkowe czy szef nad głową, aby być świetnym w tym co się robi, a dbałość o szczegóły (czy jak kto woli – upierdliwość) bardzo pomaga w biznesie. 

Polecany film

Jeśli nie masz ochoty na pouczające książki, to chcę ci też polecić lżejsze filmy. W tym miesiącu obejrzałam dwa – oba po ślubie, swoją drogą. 

Na jaki film iść tydzień po własnym ślubie? Oczywiście taki o tematyce weselnej. “Randka na weselu” to świetna komedia o niczym – tzn. o tym, jak dwóch facetów stara się nie zniszczyć wesela ich siostry. Jeśli tak jak ja wychodzisz z założenia, że komedia ma być po prostu śmieszna, a niekoniecznie ambitna, to film jest zdecydowanie dla ciebie. Dodatkowo, jeśli martwisz się, że twój ślub okaże się katastrofą, to koniecznie obejrzyj ten film. Gwarantuje, że wyjdziesz z kina z myślą “u mnie na pewno nie będzie aż tak źle”. 

Boska Florence” to taka dramato-komedia. Opowiada o życiu najgorszej śpiewaczki w historii, którą i tak wszyscy kochali. Film jest wart obejrzenia, ale mam wrażenie, że gdyby nie genialna gra Simona Helberg’a, to byłby po prostu nudny. Jeśli jednak kojarzycie tego aktora z serialu “The Big Bang Theory”, to będziecie płakać ze śmiechu na “Boskiej Florence”.  

 


Już wiesz jak wyglądał mój sierpień – a co działo się u Ciebie? Daj też znać w komentarzu jak podoba Ci się takie podsumowanie miesiąca.